Bezpieczna jesień w Szczecinie? Spy Shop radzi, jak dmuchać na zimne!

03.11.2016, Szczecin. Prawobrzeże - dwutygodnik informacyjno-reklamowy

Prawie 34 przestępstwa ogółem przypadły na 1000 mieszkańców Szczecina w 2014 roku - tak podaje portal Polska w liczbach na podstawie statystyk Głównego Urzędu Statystycznego. W rankingu miast w Polsce z największą liczbą przestępstw stwierdzonych na 1000 mieszkańców Szczecin zajmuje 36. miejsce na 915.

Liczby te zawdzięczamy zarówno wypadkom drogowym, jak i przestępstwom kryminalnym. Tymczasem jesienna szaruga i szybko zapadający zmrok sprzyjają tym zdarzeniom. Wypadki chodzą po ludziach, ale można zapobiegać nieszczęściom.
 
Zaczynają się Andrzejki i niebezpieczne powroty do domu
Wróćmy na moment do statystyk, tym razem policyjnych. W każdy weekend rośnie liczba zatrzymanych nietrzeźwych kierowców na drogach. Ilu umyka, jadąc od lewego do prawego po uprzednim piciu jak w piosence Prawy do lewego? Statystyki są podwyższane przez wszelkie okazje - takie jak zbliżające się Andrzejki - zachęcające do spożywania alkoholu, który nie tylko obniża sprawność i koncentrację, ale też zaburza ocenę własnych możliwości.
Wyobraź sobie, że po Twoim ulubionym alkoholu czujesz się przyjemne rozluźnienie i masz wrażenie, że Twoja pewność siebie wzrosła. Może trochę bardziej niż zazwyczaj, ale nie przejmujesz się tym, bo jedyne, co Cię smuci, to konieczność powrotu do domu z imprezy. Dotykasz dłonią kieszeni… kluczyki są, można jechać. Dzień później okazuje się, że chodzenie o kuli i z kołnierzem na szyi nie jest aż tak złe, bo wypadek mógłby skończyć się o wiele gorzej.
 
Kalkulator żyć ludzkich
Znów kłaniają się statystyki. W 2015 roku kierowcy pod wpływem alkoholu spowodowali 1575 wypadków. Jak je oceniać - w skali wszystkich wypadków drogowych czy osób poszkodowanych? Można to w ogóle przeliczać? Byćmoże wypadki nie zdarzyłyby się, gdyby podchmieleni kierowcy zbadali się alkomatem przed wyjazdem - czy to na komisariacie, czy własnym sprzętem. I zobaczyliby liczby, które świadczą o ich stanie pod wpływem alkoholu. Jednak badanie alkomatem na komisariacie nie zawsze jest możliwe, albo z powodu odległości, albo braku takiej możliwości na miejscu, o czym donosiły prowokacje dziennikarskie. Najwygodniej mieć swój podręczny alkomat. - Koszt alkomatu z sensorem elektrochemicznym, czyli takim, który jest używany w profesjonalnych alkomatach policyjnych, to kilkaset złotych, ale jeśli weźmie się pod uwagę częstotliwość użytkowania i to, że może powstrzymać kogoś przed jazdą po pijanemu, nagle wydatek nie okazuje się horrendalny - mówi Michał Mazurek ze sklepu detektywistycznego Spy Shop w Szczecinie. - Jedyny dodatkowy koszt to kalibracja alkomatu. Kiedy należy ją wykonać, określa producent, w zależności od modelu kalibrowanie alkomatu może być konieczne tylko raz na rok. - tłumaczy Mazurek. Czy takie badanie alkomatem jest wiarygodne? - Tak, modele z wyższej półki podają bardzo precyzyjne wyniki na wyświetlaczu lub sygnalizują je kolorem diod. Ponadto bardzo łatwo rozpoznać, kiedy alkomat uległ rozkalibrowaniu, o czym przypominam Klientom przy sprzedaży - tłumaczy Michał Mazurek. - Nie ma żadnych przeszkód, aby korzystali też z niego znajomi, zwłaszcza po wspólnej, zakrapianej imprezie - dodaje. A przed samą imprezą być może znajdzie się chociaż jedna osoba, która nie może pić - i zadba o bezpieczny powrót bawiącego się grona do domu. Podobnie, jak co dwie głowy, to nie jedna, w grupie jest raźniej. Zwłaszcza po zmroku.
 
Wiemy, jak dbać o bezpieczeństwo po zmroku, ale tylko w bezpiecznej teorii
Od najmłodszych lat powtarza nam się przestrogi o unikaniu zaułków wieczorami, porzucaniu skrótów skrytych w ciemności, posiadaniu oczu dookoła głowy. Jednak na dwoje babka wróżyła - czy znowu nie zaryzykujemy, żeby przyspieszyć powrót do domu? Czy w razie groźnej sytuacji wiemy jak się obronić… i mamy coś do obrony oprócz gołych pięści?
- Jesienią i zimą rośnie zainteresowanie akcesoriami do samoobrony, zwłaszcza gazami pieprzowymi i paralizatorami. Widać, że u niektórych Klientów strach ma wielkie oczy, ale to całkowicie normalne, kiedy ktoś nigdy nie trzymał w dłoni gazu czy paralizatora i ma obawy co do jego użycia - wyjaśnia Michał Mazurek. - W takiej sytuacji krokiem naprzód jest np. obejrzenie filmików instruktażowych, pójście na kurs samoobrony i dawka praktycznej wiedzy, którą można znaleźć w serwisie Skuteczna-samoobrona.pl.
Chociaż Polacy narzekają na utrudniony dostęp do legalnej broni w ramach obrony własnej, jeśli chodzi o środki do samoobrony, jest łatwiej niż np. w przypadku Wielkiej Brytanii, gdzie samo posiadanie gazu czy paralizatora do samoobrony jest zabronione. Pozostają pięści i zawartość plecaka bądź torebki, o ile cokolwiek zdąży się z niego wyciągnąć i faktycznie obezwładnić tym napastnika w kilka sekund...
 
 
 
 
[artykuł sponsorowany]

Galeria zdjęć

Skomentuj

Znamy Twoje IP (3.229.124.74). Pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy.

Facebook